Przede wszystkim należy chyba zacząć od tego, że w tej
części Indii, w której mieszkam, nie ma normalnych motocykli. Poważnie.
Pojemności moplików poruszających się po tutejszych drogach, wahają się od 125
do 350 ccm. Marzeniem większości chłopaków jest motocykl Bajaj Pulsar o
maksymalnej pojemności 200 ccm albo Royal Enfield Thunderbird o pojemności
niewiele większej niż ćwiartka wódki, czyli właśnie wspomnianej wyżej 350.
Thunderbird co prawda występuje również w wersji typowego pół litrowego Żubra,
ale na ulicach równie ciężko go zobaczyć co bengalskiego tygrysa. Zapytana,
jakim motocyklem chciałabym tutaj jeździć odpowiedziałam bez wahania: RE
Himalayan (który ma silnik o zawrotnej pojemności 400ccm). Tym modelem,
odbywają się tutaj kilku tygodniowe, dzikie wypady w Himalaje m.in. nad jezioro
Lakh i do miejscowości Leh. Ja rozważając trasę w takie rejony brałabym pod
uwagę co najmniej Transalpa ale niech im będzie. Panowie byli bardzo zdziwieni,
że chciałabym jeździć taką mocną maszyną. Po wygłoszeniu mojej następnej części
zdania "a w przyszłości chciałabym mieć Triumph Rocket III Roadster"
część męskiego grona wyszła ze stresu na papierosa.
W teorii skutery są wolniejsze, wiec automatycznie bezpieczniejsze. Co prawda ze względu na stan tutejszych dróg, ruch na ulicy, deszcz oraz kompletna ignorancje w zakresie zasad ruchu drogowego średnia prędkość w mieście to 40 km/h a na autostradzie 60 km/h, jednak dalej śmiem wątpić, ze jakikolwiek skuter, nawet w tych warunkach, może być bezpieczniejszy od motocykla.
Jeśli chodzi o kontrole dokumentów ogólnie przyjętym dniem na ich sprawdzanie jest sobota. Patrol stoi przy drodze do najbardziej obleganych studenckich klubów i sprawdza prawo jazdy i kaski. Trzeźwości nie. Aby uniknąć kontroli wystarczy zostawić motocykl np. metr przed miejscem, w którym stoi policja i ostatnie 200 metrów do klubu przejść piechota. Wszyscy wtedy wiedza, że dany kierowca nie ma dokumentów, prawa jazdy i maszyna nie jest odpowiednio serwisowana, ale mandatu nie dostanie.
Brać studencka imprezuje każdego wieczora mniej lub bardziej intensywnie, ale za to raczej zawsze alkoholowo. Następnie, kiedy kluby zostają zamknięte koło godziny 23:30 impreza przenosi się do akademików, w których akurat nie ma restrykcji dotyczących godzin odwiedzin tudzież na miej lub bardziej opuszczone place budowy. Po wypiciu ilości whiskey, która powaliłaby nawet Polaka, ledwo stojący Panowie Kierowcy zasiadają na swoje maszyny. Oczywiście testosteron buzuje. Oni są panami świata. Mogą wszystko. Dojada wszędzie, W absolutnie każdym stanie trzeźwości lub nietrzeźwości. Trochę mi się to kłóci z tym, że na każdym kroku podkreślają, że jeśli zabierają dziewczynę na imprezę to musza dbać o jej reputacje, honor, zaopiekować się nią i zadbać o bezpieczeństwo. Tłumaczenie że zwłaszcza w nocy, na nie oświetlonych drogach, podczas pory monsunowej oraz bez kasku prowadzenie motocykla po pijaku jest średnim pomysłem do Panów nie dociera.
A propos ograniczenia prędkości, posiadam informację z wiarygodnego źróda, że Hindusi potrafią być bardzo kreatywni i umieszczać napisy w stylu (droga do Leh): 'Better Mr. Late than late Mr.'; 'After whisky driving risky'; 'Be gentle on my curves'; 'Don't be gama in the land of lama' itp
OdpowiedzUsuń