piątek, 26 sierpnia 2016

Indie - krawiec

Pewnego dnia moi znajomi postanowili urządzić oficjalny bal. Powodu do świętowania jako takiego nie było, chodziło głównie o pretekst do zakupu saree i innych tradycyjnych indyjskich strojów. Powód do wydawania pieniędzy wydał nam się dobry, jak każdy inny. Z wielkim podnieceniem całą damską rozchichotaną bandą udałyśmy się do pobliskiej miejscowości do sklepu z materiałami i indyjskimi strojami. Większość moich koleżanek zakupiło tradycyjne saree. Sprzedawcy mieli niezły ubaw, ponieważ do europejskich bladych karnacji najbardziej pasowały intensywne kolory czerwone, różowe oraz głębokiego wina, czyli kolory, które w Indiach są zarezerwowane zazwyczaj na ślub. Po zakupie saree oczywiście padło pytanie, skąd wziąć te króciutkie bluzeczki, które zwykle hinduskie kobiety noszą pod saree. Sprzedawca wytłumaczył nam, że kawałek materiału w saree jest przeznaczony na bluzeczkę (choli). Oznaczało to tylko jedno: krawiec.


Jeśli chodzi o mój wybór stroju postanowiłam pójść level wyżej. Wiedziałam, że pół imprezy i tak spędzę  na motocyklach uganiając się za krowami czy innym dziadostwem więc postanowiłam dać sobie więcej swobody i zamiast klasycznego saree kupić sukienkę do tańca. Taka sukienka nazywa się anarkali. Jest to właściwie całkiem klasyczna sukienka o rozkloszowanym dole oraz długości albo 7/8 albo do ziemi. Jeśli nasza sukienka jest w wersji krótszej zakładamy pod spód legginsy lub szerokie spodnie. Jak to ja chciałam sukienkę albo czarną albo czerwoną z lekka domieszką srebrnego koloru. Tutaj zaczęły się schody: kolor złoty i złoto ogólnie jest w Indiach oznaką wysokiego statusu społecznego i bogactwa, dlatego większość biżuterii, materiałów oraz ubrań jest ozdabiana własnie tym kolorem. Po niesamowicie długiej walce ze światem, internetem oraz sklepami udało mi się wreszcie kupić wymarzoną na wpół uszyta czerwono - czarna sukienkę, materiał na spodnie oraz szal. Większość formalnych ubrań jest tutaj na wpół uszyta, aby można samodzielnie sobie dopasować głębokość dekoltu i stopień pasowania danej sukienki/spódnicy. Również oznaczało to tylko jedno: krawiec.

Zarówno ja jak i moje koleżanki wiedziałyśmy już, że nie unikniemy wizyty u krawca. Wszystkie byłyśmy tym faktem z lekka przerażone. Dziewczyny, które kupiły drogie saree, bardzo chciały, aby bluzeczka była dobrze dopasowana i ładnie się prezentowała. Wybrały się więc do najbardziej obleganego krawca w pobliskim mieście. Standard tego miejsca był iście europejski: czysto, klimatyzacja, przebieralnia, polki i wieszaki  z uszytymi ubraniami dla klientów. Jak na Indie to same luksusy. Za uszycie choli w zależności od materiału oraz stopnia skomplikowania bluzeczki (tak, tak istnieją cale grubaśne katalogi z wzorami jak ma wyglądać tył, przód, wiązanie, wycięcie, sznureczek i pies jeden wie co jeszcze w tym choli) należało zapłacić 500-650 rupi. Czas oczekiwania na choli u tego krawca to 9 dni.

Pan Krawiec
Mnie osobiście jeździć do innego miasta na przymiarki i po odbiór ubrań się nie chciało. Podpytałam gdzie w Manipalu jest krawiec, usłyszałam w odpowiedzi ze w jednym z hoteli i poszłam. Hotel znalazłam. Po kilku mniej udanych próbach znalazłam również krawca. Standard tego miejsca odbiegał nieco od europejskich standardów. Opisywać nie będę - zdjęcie jest chyba wystarczająco wymowne. Po pokonaniu lekkiego stresu związanego z warunkami sanitarnymi panującymi w pokoiku krawieckim -  weszłam.

Pan Krawiec okazał się sympatyczny. Bardzo delikatnie zdjął miarę, praktycznie mnie nie dotykając. Potem nastąpiła wymiana zdań w mieszance języków hindi, kannada oraz angielskim celem ustalenia dokładnego kroju sukienki. Podczas rozmowy pojawiły się dwa problemy: w sukience chciałam mieć dekolt oraz zamiast spodni pod sukience chciałam uszyć długą spódnicę. Pan Krawiec stanowczo odradził dekolt. Pokazał mi metrem, ze dekolt MUSI być 4 cm mniejszy i koniec kropka. Spódnicę udało mi się jakoś przewalczyć. Na koniec zostawiłam mój indyjski numer i zostałam poinformowana, że mam przyjść za 3 dni po odbiór rzeczy. Bal miał się odbyć za 6 dni, wiec się ucieszyłam, że w razie "niepowodzenia krawieckiego" będę miała jeszcze czas na ewentualne znalezienie innego stroju.

Trzy dni później odebrałam swój pierwszy w życiu telefon w lokalnym języku kannada. Z kilkuminutowej rozmowy zrozumiałam tylko "Ewa Ewa dress dress ready". Rzuciłam wszystko i pognałam do Pana Krawca. Muszę powiedzieć jedno: Pan Krawiec spisał się na medal. Sukienka i spódnica zostały uszyte idealnie. Obiecałam Panu, że jeszcze do niego wrócę. Wróciłam kilka dni później z wpół uszytą spódnicą. Pan na mnie popatrzył, pokiwał głową, powiedział że ma wszystkie moje wymiary i zapytał czy chcę mieć tą spódnicę uszytą na poczekaniu, na wieczór czy na dzień następny. W krawiectwie widocznie nie stosuje indyjskiej zasady ASAP = do dwoch tygodni.;)

A teraz najlepsze: ceny. Uszycie sukienki to 250 rupi, uszycie spódnicy to 150 rupi , zszycie i dopasowanie na wpół uszytej spódnicy to 50 rupi. Dla przypomnienia podam, ze 100 rupi to mniej niż 6 złotych.


Postanowiłam sobie jedno: po najbliższej wypłacie pojadę po więcej materiałów. Zamierzam dostarczyć temu przemiłemu Panu wiele pracy. Zobaczymy, czy europejskie stroje szyje równie dobrze co indyjskie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz