Pewnego
dnia moi znajomi postanowili urządzić oficjalny bal. Powodu do świętowania jako
takiego nie było, chodziło głównie o pretekst do zakupu saree i innych
tradycyjnych indyjskich strojów. Powód do wydawania pieniędzy wydał nam się
dobry, jak każdy inny. Z wielkim podnieceniem całą damską rozchichotaną bandą
udałyśmy się do pobliskiej miejscowości do sklepu z materiałami i indyjskimi
strojami. Większość moich koleżanek zakupiło tradycyjne saree. Sprzedawcy mieli
niezły ubaw, ponieważ do europejskich bladych karnacji najbardziej pasowały
intensywne kolory czerwone, różowe oraz głębokiego wina, czyli kolory, które w
Indiach są zarezerwowane zazwyczaj na ślub. Po zakupie saree oczywiście padło
pytanie, skąd wziąć te króciutkie bluzeczki, które zwykle hinduskie kobiety
noszą pod saree. Sprzedawca wytłumaczył nam, że kawałek materiału w saree jest
przeznaczony na bluzeczkę (choli). Oznaczało to tylko jedno: krawiec.
Jeśli
chodzi o mój wybór stroju postanowiłam pójść level wyżej. Wiedziałam, że pół
imprezy i tak spędzę na motocyklach uganiając się za krowami czy innym
dziadostwem więc postanowiłam dać sobie więcej swobody i zamiast klasycznego
saree kupić sukienkę do tańca. Taka sukienka nazywa się anarkali. Jest to
właściwie całkiem klasyczna sukienka o rozkloszowanym dole oraz długości albo
7/8 albo do ziemi. Jeśli nasza sukienka jest w wersji krótszej zakładamy pod
spód legginsy lub szerokie spodnie. Jak to ja chciałam sukienkę albo czarną
albo czerwoną z lekka domieszką srebrnego koloru. Tutaj zaczęły się schody:
kolor złoty i złoto ogólnie jest w Indiach oznaką wysokiego statusu społecznego
i bogactwa, dlatego większość biżuterii, materiałów oraz ubrań jest ozdabiana
własnie tym kolorem. Po niesamowicie długiej walce ze światem, internetem oraz
sklepami udało mi się wreszcie kupić wymarzoną na wpół uszyta czerwono - czarna
sukienkę, materiał na spodnie oraz szal. Większość formalnych ubrań jest tutaj
na wpół uszyta, aby można samodzielnie sobie dopasować głębokość dekoltu i
stopień pasowania danej sukienki/spódnicy. Również oznaczało to tylko jedno:
krawiec.
Zarówno
ja jak i moje koleżanki wiedziałyśmy już, że nie unikniemy wizyty u krawca.
Wszystkie byłyśmy tym faktem z lekka przerażone. Dziewczyny, które kupiły
drogie saree, bardzo chciały, aby bluzeczka była dobrze dopasowana i ładnie się
prezentowała. Wybrały się więc do najbardziej obleganego krawca w pobliskim
mieście. Standard tego miejsca był iście europejski: czysto, klimatyzacja,
przebieralnia, polki i wieszaki z uszytymi ubraniami dla klientów. Jak na
Indie to same luksusy. Za uszycie choli w zależności od materiału oraz stopnia
skomplikowania bluzeczki (tak, tak istnieją cale grubaśne katalogi z wzorami
jak ma wyglądać tył, przód, wiązanie, wycięcie, sznureczek i pies jeden wie co
jeszcze w tym choli) należało zapłacić 500-650 rupi. Czas oczekiwania na choli
u tego krawca to 9 dni.
| Pan Krawiec |
Mnie
osobiście jeździć do innego miasta na przymiarki i po odbiór ubrań się nie
chciało. Podpytałam gdzie w Manipalu jest krawiec, usłyszałam w odpowiedzi ze w
jednym z hoteli i poszłam. Hotel znalazłam. Po kilku mniej udanych próbach
znalazłam również krawca. Standard tego miejsca odbiegał nieco od europejskich
standardów. Opisywać nie będę - zdjęcie jest chyba wystarczająco wymowne. Po
pokonaniu lekkiego stresu związanego z warunkami sanitarnymi panującymi w
pokoiku krawieckim - weszłam.
Pan Krawiec okazał się
sympatyczny. Bardzo delikatnie zdjął miarę, praktycznie mnie nie dotykając.
Potem nastąpiła wymiana zdań w mieszance języków hindi, kannada oraz angielskim
celem ustalenia dokładnego kroju sukienki. Podczas rozmowy pojawiły się dwa
problemy: w sukience chciałam mieć dekolt oraz zamiast spodni pod sukience
chciałam uszyć długą spódnicę. Pan Krawiec stanowczo odradził dekolt. Pokazał
mi metrem, ze dekolt MUSI być 4 cm mniejszy i koniec kropka. Spódnicę udało mi
się jakoś przewalczyć. Na koniec zostawiłam mój indyjski numer i zostałam
poinformowana, że mam przyjść za 3 dni po odbiór rzeczy. Bal miał się odbyć za
6 dni, wiec się ucieszyłam, że w razie "niepowodzenia krawieckiego"
będę miała jeszcze czas na ewentualne znalezienie innego stroju.
Trzy
dni później odebrałam swój pierwszy w życiu telefon w lokalnym języku kannada.
Z kilkuminutowej rozmowy zrozumiałam tylko "Ewa Ewa dress dress
ready". Rzuciłam wszystko i pognałam do Pana Krawca. Muszę powiedzieć
jedno: Pan Krawiec spisał się na medal. Sukienka i spódnica zostały uszyte
idealnie. Obiecałam Panu, że jeszcze do niego wrócę. Wróciłam kilka dni później
z wpół uszytą spódnicą. Pan na mnie popatrzył, pokiwał głową, powiedział że ma
wszystkie moje wymiary i zapytał czy chcę mieć tą spódnicę uszytą na
poczekaniu, na wieczór czy na dzień następny. W krawiectwie widocznie nie
stosuje indyjskiej zasady ASAP = do dwoch tygodni.;)
A teraz
najlepsze: ceny. Uszycie sukienki to 250 rupi, uszycie spódnicy to 150 rupi ,
zszycie i dopasowanie na wpół uszytej spódnicy to 50 rupi. Dla przypomnienia
podam, ze 100 rupi to mniej niż 6 złotych.
Postanowiłam
sobie jedno: po najbliższej wypłacie pojadę po więcej materiałów. Zamierzam
dostarczyć temu przemiłemu Panu wiele pracy. Zobaczymy, czy europejskie stroje
szyje równie dobrze co indyjskie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz