czwartek, 18 sierpnia 2016

Indie - Motoryzacja

Motoryzacja

Zasady ruchu drogowego w Indiach praktycznie nie istnieją. Pojazdy, co prawda próbują trzymać się odgórnie narzuconego ruchu lewostronnego, ale zdarza im się też jechać pod prąd lub w bliżej nieokreślonym kierunku np. po ukosie albo w poprzek drogi. Przed każdym skrętem, skrzyżowaniem, rondem tudzież innym napotkanym pojazdem lub pieszym samochody, ciężarówki, motocykle oraz rowery wydaja z siebie radosne "beep" informując resztę użytkowników ruchu drogowego o tym, że "ja tu jadę", "uważaj na mnie" albo "zjedź mi z drogi". Podobnie jest z pieszymi. W większych miastach przejścia dla pieszych nawet są oznaczone i namalowane, ale cóż z tego jeśli żaden pojazd i tak przed tym przejściem nawet nie zwolni. Jedli człowiek nie ruszy z miejsca w samobójczy slalom pomiędzy autami, krowami i motocyklami praktycznie rzucając się pod koła nadjeżdżających pojazdów, przed przejściem dla pieszych będzie stał tak długo, aż doczeka się Apokalipsy. Sygnał dla samochodu, że zamierzasz przed nimi przejść to wystawienie otwartej dłoni w jego stronę. U Hindusów to działa. Postanowiłam to sprawdzić i w ten sposób przejść przez jezdnie zatrzymując otwartą dłonią ciężarówkę. Z duszą na ramieniu weszłam na drogę, wyciągnęłam dłoń i czekałam na katastrofę. Nie doczekałam się. Ciężarówka z radosnym "beep" zmieniła swój tor jazdy spychając na pobocze ze trzy riksze i umożliwiając mi przejście. Jednak cuda się zdarzają i ten system u nich działa. Dziwne.

Brameczka
Światła są głownie wyłączone lub migają tylko na żółto mniej więcej pokazując, gdzie jest skrzyżowanie. Mniej więcej. Autostrady są jeszcze lepsze. Niby są na nich postawione bramki do poboru opłat, ale w większości kierowcy omijają je bokiem unikając płacenia. Nawierzchnia na takiej autostradzie jest nawet równa co nie znaczy, że nie ma z nią żadnych problemów. Po pierwsze, co jakiś czas ustawiony jest slalom z metalowych brameczek, na których tablice ostrzegawcze aż krzyczą, żeby jechać ostrożnie i zwolnić. No tak. Trudno nie zwolnic, jak jedzie się z mniej więcej pełną dozwoloną prędkością zawrotnych stu kilometrów na godzinę slalomem między krowai i nagle widzi się przed oczami brameczki. Zwalniają wszyscy. Naraz. Oczywiście tworząc zator i mniej lub bardziej poważne kolizje. Po drugie autostrady leżą częściowo nad rzekami bądź terenami zalewowymi, co ułatwia zalanie ich w porze monsunowej. Jeśli rzeka wystąpi z brzegów i zaleje drogę czas oczekiwania na opad wody wynosi np. 4 godziny. Od momentu kiedy przestanie padać. A padać oczywiście tak szybko nie przestanie, bo jest pora monsunowa. I tak np. droga która zajmuje normalnie 2 h jazdy wydłuża się o godzinę na padający deszcz oraz o kolejne 4 h na opadniecie wody z rzeki. Fantastycznie. Nic, tylko wsiąść w samochód i jechać na spotkanie przygody. No i wreszcie po trzecie - ludzie. Część ludzi w Indiach po prostu nic nie robi. Siedzi, stoi, przygląda się światu. Pełna sielanka. Sielanka kończy się w momencie, gdy człowiek obserwujący świat siedząc na pasie oddzielającym dwa kierunki ruchu nagle postanawia żwawo zerwać się i pobiec do lasu na brzegu autostrady np. po to, żeby poobserwować świat z innej perspektywy. Średnio bezpieczne i z punktu widzenia kierowcy i tego niefrasobliwie przebiegającego przez drogę Hindusa.

Jak już mowa o niefrasobliwości i bezpieczeństwie to absolutnie fascynuje mnie tutaj fakt jeżdżenia motocyklem. Na motocyklach i skuterach jeżdżą wszyscy. Znaki drogowe doradzają zakładanie kasków podczas jazdy ale…ale widząc dziennie setki jednośladów widzę może 3 osoby w kasku. Również widzę np. po 3-4 osoby na jednym motocyklu czy skuterze. O kwestii ubrań ochronnych można spokojnie zapomnieć. Jeżdżenie w sari (tradycyjnym indyjskim damskim stroju), japonkach czy krótkich spodenkach jest tu na porządku dziennym. Skutkuje to oczywiście dosyć spektakularnymi wypadkami, ale nikt chyba nie wyciąga z tego żadnych poważnych wniosków.

"Auto" postój
Podstawowym środkiem poruszania się są riksze, zwane prze hindusów „auto”.  Riksza to bliżej nieokreślony trójkołowy ulep, zrobiony na jakimś śmietniku z taili nieprzydatnych już nawet przysłowiowym polskim „Januszom mechaniki samochodowej”. Wygląda tak, jakby za chwilę miała się rozpaść, a droga hamowania tego cuda kończyła się w następnym miesiącu w innym województwie. O dziwo nie jest aż tak źle. Co prawda maksymalna prędkość pod górkę to chyba 5 km/h a z górki tak na oko to 15 km/h (nie wiem dokładnie, ponieważ riksze liczników nie mają), ale hamulców tego urządzonka pozazdrościłoby niejedno sportowe auto.  Hindusi jeżdżą nimi wszędzie niezależnie od tego czy jest to blisko czy daleko. Potrafią podjechać np. 200 metrów riksza tylko po to, żeby nie musieć tego dystansu iść na własnych nogach.  W tym wypadku nawet się z nimi zgadzam. Przejazd riksza zaczyna się od 30 rupi (około 1,80 zł) a kończy w okolicach 60 (około 3,60 zł) za taryfę nocna.

Oprócz tego, że samochody jeżdżą po nie właściwej stronie ulicy (tylko dlatego, że w jakichś zamierzchłych czasach rycerze postanowili używać lewej strona drogi, bo łatwiej im się było bronić przed potencjalnym wrogiem dzierżąc miecz w swej prawicy) oraz przepisy ruchu drogowego praktycznie nie istnieją, pojazdy w większości są wyposażone w czujniki cofania. Jak wszystko w Indiach czujniki cofania również rządzą się swoimi prawami. Standardowo czujnik cofania powinien pomagać kierowcy  informując go o odległości, jaka pozostała do przeszkody, znajdującej się za pojazdem. Nie jest tak. Czujnik cofania służy do ostrzegania innych kierowców przed tym, że pojazd zaczyna jechać do tylu. Co więcej: zamiast krótszego lub dłuższego "beep" rozlegającego się wewnątrz samochodu indyjskie samochody maja zamontowane grające urządzonka, nadające w świat sygnał w postaci piosenki, bądź dłuższej melodii. Innymi słowy, jeśli jedziesz sobie prosta droga i nagle słyszysz wesoła, głośna melodyjkę rodem z Bollywood musisz wytężyć absolutnie wszystkie zmysły, aby zgadnąć, który pojazd z ustawionych w nierównej linii na poboczu drogi zaczyna właśnie włączać się do ruchu kołowego. Szczególna ostrożność zachowuje ten, który jedzie po drodze z pierwszeństwem a nie ten, który się na nią włącza.


Renault Duster
Pewnego dnia podczas spaceru kolega zwrócił mi uwagę na samochód o wdzięcznej marce Renault model Duster. "Duster jak Duster, nawet całkiem czysty jak na tutejsze warunki" pomyślałam i poszłam dalej. Zaraz, chwila. Nie istnieje przecież taki ulep jak "Renault Duster". Duster to może być Dacia. Otóż nie. Podobno w poprzednich latach marka Dacia dała w Indiach popis swojej nieudolności wprowadzaj na rynek samochody, które psuły się bardziej niż przysłowiowa Vectra B. Aby sprzedać Hindusom model Duster znaczki "Dacii" są masowo zamieniane na znaczek "Renault". Mimo, ze jest to dokładnie ten sam samochód Hindusi kupują terenówki (te renówki) z większym przekonaniem, niż  poprzednia markę. No cóż, widocznie Hindusi wola bardziej Francuzów niż Rumunów.

Optimus Prime
Z resztą zmiana znaczka na samochodzie to tutaj codzienność. Widziałam juz np. lanosopodobne stworzenie, które stało się seryjna Porschawka czy Suzuki, które stało się Transformersem całą swoją okazałością prezentując światu, iż jest nowym Optimusem Primem. Janusze Indyjskiego Tuningu maja tutaj duża fantazję właśnie w zakresie zmiany znaczków, malowania samochodów w przeróżne mniej lub bardziej udane wersje True Flame'a oraz montowanie tylnych spoilerów tak wielkich, że trzyosobowa rodzina mogłaby zjeść na nich dwudaniowy obiad z deserem. Oczywiście tuningowanie dźwięku silnika samochodu oraz melodyjek czujników cofania również znajduje się w zakresie "Januszowania".

Breloczek z papryczkami

W Indiach wszystko musi być kolorowe. Na drodze również.  Auta i ciężarówki są często udekorowane łańcuchami z kwiatów, wielobarwnymi wstążkami. Najbardziej groteskowy widok stanowią wielkie ciężarówki, służące do transportu kamieni, cegieł i żwiru, nad których ładunkiem powiewają girlandy kwiatów i zwiewne wstążeczki uczepione maski oraz lusterek. Jednak, jeśli chodzi o ozdabianie pojazdów to wyobraźnia ozdabiających nie zna granic. Najciekawsza ozdoba, która do tej pory widziałam był breloczek z papryczek przyczepiony do motocykla. 

Indie to kraj wielu religii. Jak powiedział mój indyjski kolega "Tutaj znajdziesz wszystkie religie świata". Bardzo możliwe. Wobec powyższego kierowcy uznają za słuszne oddawanie w Boska opiekę siebie oraz swoje pojazdy.  Przewiane w każdym pojeździe znajduje się mały ołtarzyk, chroniący kierującego przed złem i wypadkami na drodze. Patrząc na to, co tutaj dzieje się na ulicy, takie podejście jest jak najbardziej wskazane.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz