środa, 31 sierpnia 2016

Indie - jedzenie

Jedzenie jest bardzo mocno wpisane w indyjską kulturę. Posiłki są dla Hindusów bardzo ważne. Powinny one być nie tylko smaczne i dobrze przyrządzone, ale również pięknie podane. Moi koledzy mawiają, że jeśli danie jest brzydko podane lub wygląda mało apetycznie nie będą go wstanie zjeść. 
Jeśli chodzi o rytuał weselny napoje i pokarmy są najważniejszym jego elementem.Hindusi mawiają, że nawet jeśli na wesele wszyscy się spóźnią, dekoracje się zniszczą albo zdarzy się jeszcze inna weselna katastrofa to dopóki jest smaczne jedzenie i goście są zadowoleni z posiłków to impreza zaliczana jest jako udana. 

Oreo shake
Jeśli chodzi o codzienne posiłki porządek jedzenia i picia jest ściśle ustalony - należy jeść co trzy, cztery godziny.
Rano pijemy tutaj coś o nazwie "Oreo shake". Jest to faktycznie shake zrobiony z ciasteczek Oreo (4 ciasteczka na 1 szklankę i kopiasta łyżka cukru. Cukier jest po to, żeby tanim kosztem dostać szybko dużą dawkę kalorii. Hindusi również wierzą, że od cukru się nie tyje. Słodzą więc wszystko do takiego stopnia, że niektóre smakołyki przypominają regularny syrop dla pszczół zrobiony li i jedynie z wody i cukru w stosunku 3 części cukru do dwóch części wody.
Śniadanie zwykle złożone jest z ciepłych, ciężkostrawnych oraz konkretnie doprawionych dań. Chilli czy curry nie unikniemy nawet rano. Oprócz typowych warzywnych potrawek na śniadaniu króluje dosa -bardzo cienki chrupiący naleśnik nadziany farszem ziemniaczanym oraz zimnym sosem z mleczka kokosowego i ciepłym, tradycyjnym sosem sambar (rodzaj zupy na bazie soczewicy i miąższu z owoców tamaryndowca z dodatkiem kompozycji przypraw). Białe, ryżowe ciasteczka (idli) podawane z różnymi sosami są chyba najlżejszą opcją śniadaniową.
Między 12-14 Hindusi jedzą lunch złożony z jednego dania: głównie ryżu lub naana (rodzaj indyjskiego pieczywa) z jakimś nie bardzo ciężkim sosem lub potrawka warzywna z dużą przewagą ziemniaków. 
Palak masala dosa
Potem jest czas na wszelkie snacki: chipsy, orzeszki, ciasteczka i inne chrupadełka. Hindusi to uwielbiają.  
Wreszcie nadchodzi pora kolacji....Kolacje je się tutaj miedzy 21-23. Posiłek ten celebruje się tu długo i namiętnie, ponieważ daje on okazje do spotkań towarzyskich, rozmów, śmiechów. Jest ciężki i obfity. Naany, roti i ryz je się w ilości hurtowej. Do tego kilka miseczek dań głównych do podziału. Dania są przeróżne. Malai Kofta, czyli nadziewane słodkim serem i rodzynkami ziemniaki w sosie z orzechów nerkowca, ser paneer w ostrym sosie kholapuri (to jest zwykle najostrzejszy sos dostępny w karcie), dal palak czyli szpinak z soczewicą czy paneer palak - indyjski ser paneer w szpinakowym sosie, kurczak i baranina w różnych odsłonach. Dużo by pisać.
Miseczki z daniami głównymi tylko wyglądają jakby miały mało zawartości. To są tylko pozory. Po zjedzeniu miseczki dalej potrawy oraz kilka naanów człowiek z przejedzenia ma trudności z oddychaniem. Dlatego też zwykle Hindusi dzielą między dwie osoby jedną potrawę.
Nasionka

Po posiłku serwowane są nasionka odświeżające usta. Nasionka wyglądają bardzo ładnie i kolorowo. Nie mam pojęcia, co to jest za roślinka, ale smakuje jak anyż. Obrzydliwość.

Vada pao
Przekąski uliczne. O tym można by napisać osobną książkę. Na każdym kroku i na każdy rogu można spotkać malutkie budy z jedzeniem lub panów z wózkami pełnymi smakołyków. Na oczach przechodniów przygotowują potrawy takie jak pagoda bread (rodzaj tostów nadzianych ziemniaczanym farszem i sosami smażonych w cieście na głębokim oleju), krążki cebulowe, kawałki kalafiora w cieście, vada pao (słodkie bułeczki nadziane ziemniaczanym kotlecikiem z mnóstwem ostrych sosów), kolby kukurydzy opalane na bardzo mocnym ogniu, orzeszki w przeróżnych panierkach. Ceny przekąsek zaczynają się od 10 rupi, czyli 60 groszy.
Zdarzają się również przekąski z mięsem takie jak szaszłyki albo kebaby z kurczaka. Jednak mięso spotykamy tu o wiele rzadziej ze względu na panujący w Indiach wegetarianizm. 



Jako ze Indie to kraj bardzo ciepły trzeba się odpowiednio nawadniać. W wielu budynkach są zainstalowane tzw. water coolery z których można nabrać sobie zimną wodę do pica.Ja nabieram sobie wodę do butelki. Hindusi jednak idą w bardziej hardcore'ową wersję picia wody. Przy water coolerze na metalowych łańcuszkach przyczepione są na stałe kubeczki więc każdy podchodzący do wodnej maszyny może ugasić pragnienie korzystając z tych wspólnych kubeczków. Co prawda Hindusi nawet wodę piją w "Indian style" czyli nie dotykając ustami do naczynia tylko wlewając sobie wodę prosto w gardziel jak, nie przymierzając, Polak piwsko,ale korzystanie z jednego naczynia przez setki ludzi wydaje mi się mocno obrzydliwe.
Z tą wodą jest jednak jeden problem: jest tak mocno oczyszczana chemikaliami i promieniami UV, że są w niej zabijane absolutnie wszystkie minerały i składniki odżywcze. Krótko mówiąc: pragnienie gasi ale odpowiednio nas nie nawadnia. Nawet butelkowana woda zwykle jest "with no added minerals".
Stoisko z owocami
Można sobie z tym problemem radzić na kilka sposobów. Pierwszy to dodawanie do wody środków nawadniających organizm. Jednak na dłuższą metę jest to rozwiązanie lekko uciążliwe. Hindusi radzą sobie z tym problemem w inny sposób: mniej więcej dwa razy dziennie piją świeże soki z owoców oraz wodę z sokiem z limonki oraz dodatkiem cukru oraz soli. Osobiście polecam sok z owocu mosambi (coś w rodzaju naszego pomelo) albo ananasa. Zamawiając sok należy pamiętać, żeby dodać magiczne słowa " with no sugar". Inaczej wspaniały świeży sok zmieni się w zawiesinę cukrowa z dodatkiem owoców.
Kolejnym sposobem na walkę z odwodnieniem organizmu są owoce. Duże ilości świeżych owoców. Można je kupić wszędzie, w sklepach, na straganach, prosto z wózków ulicznych. Jak się ma troszkę więcej szczęścia to nawet zerwać prosto z drzewa. Są zawsze świeże i dostarczają witamin i innych potrzebnych składników, ale ...prawdopodobnie ze względu na klimat, w którym rosną, dla mnie składają się całkowicie z samego cukru. Ostatnio po zjedzeniu kawałka arbuza musiałam pochłonąć pół litra wody, żeby pozbyć się tej straszliwej słodyczy z ust.

Herbata
Herbata i kawa. Indie słyną z doskonalej kawy i herbaty. Byłam na plantacjach obu tych roślin - widok jest przecudowny. Problem zaczyna się jednak w momencie, w którym chcemy się tej herbaty lub kawy napić. Oba napoje są serwowane z dodatkiem lokalnych przypraw w malutkich papierowych lub metalowych kubeczkach o pojemności mniejszej niż 100 mililitrów. W obu napojach przeważa mleko oraz cukier. Cukier jest obecny w takiej ilości, że bardziej sączymy kawo lub herbatopodobną słodką zawiesinę niż faktycznie rozkoszujemy się płynnym napojem. Normalnej kawy z mlekiem bez cukru albo zwykłej czarnej herbaty w Indiach można ze świecą szukać.

Hindusi są przeważnie szczupli lub wręcz chudzi. Otyłość jest spotykana tylko w przypadkach osób, które naprawdę uwielbiają jedzenie i spędzają czas jedynie na pochłanianiu nadmiernej ilości pokarmów. Dla mnie jest to zjawisko dosyć szokujące biorąc pod uwagę fakt, że podstawowymi składnikami we wszystkich posiłkach są warzywa strączkowe, miliony węglowodanów oraz tony klarowanego masła (ghee).
Istnieje tutaj pewna teoria dotycząca masła: im więcej masła zjesz, tym piękniejszą masz skórę. To jest powód, dla którego wszystkie sosy i potrawy są takie tłuste, a zamówienie butter naana w restauracji grozi umazaniem sobie rak masłem aż do łokci. Istnieje też druga teoria dotycząca naanow, roti i wszystkich innych chlebków kontra ryżu. Hindusi wierzą, że od ryżu się tyje a od chlebków nie. Czyli garstka suchego ryżu dołączona do obiadu zrobi z Ciebie wieloryba, za to naan, który pływa w maślanej kąpieli jest absolutnie nie tuczący. Również jedzenie ciężkiej kolacji w okolicach godziny 21-22 jest absolutnie w porządku. Za utrzymanie prawidłowej wagi w Indiach odpowiedzialne jest picie każdego poranka na czczo szklanki letniej wody z dodatkiem miodu i soku z limonki. Podobno pijąc tą miksturę w tym klimacie można schudnąć do 4 kg miesięcznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz